środa, 14 maja 2014

#9 Amnezja

Witajcie,
Nie mam większego pomysłu na posta, więc wklejam po prostu moje stare opowiadanie na konkurs. Jeśli ktoś nie ma cierpliwości, niech nie czyta ;) Znalazłam to w najgłębszych głębinach twardego dysku mojego komputera... Enjoy ^^

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Szpital
To trwało bardzo krótko.  Nie czuł bólu, nic też nie widział. W pewnej chwili po prostu zyskał świadomość i zaczął żyć. Przez powieki chłopca prześwitywało światło, więc zasłonił zamknięte nadal oczy ręką. Czuł się nieco oszołomiony. Nagle usłyszał wysoki głos, który niemal ranił jego uszy. Podniósł się powoli i rozejrzał się. Widział białe ściany, a kawałek dalej stało skromne łóżko szpitalne, na którym leżała mała dziewczynka. Miała bardzo długie włosy, które opadały na ziemię za ramą posłania. Zauważył też lustro. Spojrzał w nie i zobaczył ciemnookiego bruneta. Chłopak odwrócił wzrok i napotkał spojrzenie kobiety ubranej w długi, biały fartuch.
- Wszyscy bardzo się cieszą, że się obudziłeś. – Powiedziała. Zdawała się być zdenerwowana. Co prawda starała się tego nie okazywać, ale zdradziło ją to, że co słowo poprawiała surowy kok, który upięła na czubku głowy. – Powiedź, proszę… Pamiętasz coś? – Kontynuowała, mimo, że tym razem jej głos lekko zadrżał.
- To szpital? Jak długo spałem? – Zapytał chłopiec, ignorując pytanie pielęgniarki.
- Tak. Spałeś… Byłeś w śpiączce przez miesiąc i dwa dni. – Odpowiedziała spokojnie, nie dając spokoju swoim włosom.
- Aha. Dlaczego?  - Nie czekając na odpowiedź, zeskoczył z łóżka, przy okazji odpinając kilka przewodów. Zachwiał się, ale udało mu się nieco niepewnie stanąć na nogach. Zmarszczył nos, zdenerwowany własną nieporadnością, i zaczął chodzić wokół pomieszczenia, patrząc uważnie na podłogę i co jakiś czas chwytając się łóżka czy szafki, by nie upaść. Młoda pielęgniarka patrzyła na te wyczyny z rozłożonymi ramionami.  Chłopiec wykonał jeszcze kilka okrążeń, a następnie zatrzymała go czyjaś silna ręka, która spoczęła na jego ramieniu. Wyraźnie niezadowolona kobieta w takim samym fartuchu jak pielęgniarka z kokiem patrzyła na nastolatka ze złością.
- Kto to widział, mogło ci się coś stać! A ty, Saro, mogłaś go lepiej przypilnować! – Powiedziała. To jej głos słyszał chłopiec wcześniej. Ostatnie zdanie skierowała do swojej koleżanki, która smutno zwiesiła głowę.  Kobiet a pokręciła głową i pchnęła zdezorientowanego pacjenta w stronę łóżka.
- Powiedział ci coś? – Zapytała Sarę i zaczęła z nią cichą dyskusję, podczas gdy chłopiec położył się na posłaniu. Po chwili zmorzył go sen.
Gdy otworzył oczy, w pokoju panowała cisza, a za oknem było ciemno. Chłopak wstał i podszedł do łóżka długowłosej dziewczynki, którą ostatnio widział. Dziecko całkowicie przykryło się kołdrą, a pod nią widocznie paliło się światło. Nastolatek bez namysłu ściągnął z niej pierzynę. Spojrzała na niego szeroko otwartymi, niebieskimi oczami. Obok niej leżała włączona latarka i otwarta książka.
- Jak masz na imię? – Zapytała bez zbędnych wstępów. Blond włosy zaplotła w nieporządny warkocz.
- Nie wiem. – Oświadczył chłopiec, siadając na skrawku jej łóżka.
- W takim razie musisz szybko jakieś wymyślić. Inaczej wybiorą dla ciebie najczęściej wybierane imię męskie i tyle. – Poradziła dziewczynka, patrząc mądrze na chłopca. Nie mogła mieć więcej niż 9 lat, ale zdawała się przeżyć przynajmniej dwa razy tyle. – Ja mam na imię Raszka. Sama wybrałam to imię. Obudziłam się kilka dni przed tobą. – Dodała po chwili.
- Nie mam pomysłu… Nic nie pamiętam. Mam po prostu pustkę w głowie. – Westchnął chłopiec z rozbrajającą szczerością.  - Pomożesz mi?
Dziewczynka tylko jakby czekała na ten moment. Z lekkim uśmiechem przyłożyła wskazujący palec prawej ręki do policzka w geście zamyślenia.
- Feliks. Nie pytaj, dlaczego, po prostu to imię do ciebie pasuje. – Odrzekła wreszcie Raszka. Chłopak uniósł brwi, a po chwili pokiwał głową z aprobatą. Spodobało mu się to imię.
- Masz rodziców? – Zapytała znowu dziewczyna.
- Nie wiem. Nic nie pamiętam, nawet nie pamiętałem, jak mam na imię. Ale jeśli ich mam, to na pewno mnie kochają. – Odparł Feliks, uśmiechając się szeroko.
- Mówili ci już o domu dziecka? – Raszka odwróciła wzrok i zmieniła temat. Nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Sama była wściekła na rodzicielkę i jej partnera, że nie ma ich przy niej.
Feliks zaprzeczył.
- Mnie przenoszą jutro, ty pewnie zostaniesz tu jeszcze trochę. Mam nadzieję, że się tam spotkamy.
Chłopak pokiwał głową i wrócił do łóżka, czując, że ma ochotę jeszcze pospać. Jeśli jest tak, jak mówi dziewczyna, przyda mu się dużo siły.



Urodziny
Feliks został w szpitalu jeszcze przez cztery dni. Dowiedział się od pielęgniarki Sary, że ma tak zwaną amnezję wsteczną i szanse na to, by przypomniał sobie swoje wcześniejsze życie, są bardzo małe. Chłopak wiedział, że jego choroba jest niezwykle rzadka i nigdy nie będzie żył jak jego rówieśnicy, ale nie przeszkadzał mu to. Czuł się wyjątkowy. Dom dziecka z kolei był taki, jak się spodziewał. Było tam zawsze głośno i tłoczno. Większość ludzi zachowywało się wobec niego w porządku, chociaż zdarzały się też ciężkie przypadki. Feliks trafił do pokoju z bardzo miłym blondynem o imieniu Artur. Kolega chętnie opowiedział mu o życiu w tym miejscu i o szkole, do której będzie uczęszczał. Chłopcy byli zapisani do tej samej klasy, więc Artur mógł go pilnować.
Był wczesny październik. Feliks mieszkał w domu dziecka już od tygodnia. W poniedziałek po raz pierwszy poszedł do nowej szkoły.
- Co teraz? – Zapytał podekscytowany, ściskając używane podręczniki. Patrzył z niecierpliwością na kolegę, który ze spokojem układał papiery w teczce.
- Nie śpiesz się tak, mamy jeszcze dużo czasu. A pierwszą mamy historię. – Odparł Artur, siadając obok kolegi. – A książki lepiej włóż do plecaka. – Dodał po chwili ze śmiechem, widząc zmagania współlokatora i podał mu torbę.
Feliks całą drogę spędził, pytając swojego domniemanego przewodnika o dosłownie wszystko. Szkoła znajdowała się tylko dziesięć minut drogi od domu dziecka, ale chłopiec wiedział już wszystko to, co chciał. Od tego dnia miał być uczniem klasy IIb Społecznego Gimnazjum w Krakowie.
Na lekcji historii usiadł z Arturem. Nauczyciel, który nie wydawał się być bardzo lubiany wśród uczniów, nawet nie zauważył pojawienia się nowej osoby. Nie zwrócił na to uwagi także przy czytaniu listy obecności.
- Dobrze, zaczniemy lekcję sprawdzeniem waszej wiedzy. – Powiedział, a z kilkunastu gardeł wydobył się cichy jęk. Nauczyciel rozdał wcześniej przygotowane kartki, udając, że nie słyszy Artura, który próbował go powiadomić o tym, że Feliks jest nowy i nie przerabiał jeszcze tego materiału.
Potem rozpoczęła się normalna lekcja. Kilka osób czytało na głos podręcznik, a potem wszyscy zaczęli robić ćwiczenia. W tym czasie historyk sprawdzał kartkówki, co jakiś czas kręcąc poirytowany głową.
- Bardzo słabo. Tylko dwie osoby dostały piątki. – Podsumował nauczyciel, układając kartki. – Gdy wyczytam daną osobę, niech ta tu podejdzie i odbierze swoją pracę.
- Już po mnie… - Szepnął Artur w stronę Feliksa, wstając po usłyszeniu swojego nazwiska. Gdy wrócił na swoje miejsce, z lekkim uśmiechem pokazał koledze kartkówkę. W kilku miejscach widniały napisane na czerwono uwagi historyka.
- Cztery minus to naprawdę dobra ocena, jeśli chodzi o historię – wyjaśnił. Feliks usłyszał swoje imię i podszedł do historyka. Rozmawiali chwilę przyciszonymi głosami, a potem chłopak usiadł na swoim miejscu z szerokim uśmiechem.
- Patrz, dostałem piątkę – pochwalił się. – Chyba byłem bardzo dobry z historii. Pisałem automatycznie. – Dodał po chwili, widząc jednocześnie szczęśliwą i zdziwioną minę kolegi.
Reszta dnia przebiegła bez niespodzianek. Nauczyciele starali się być uprzejmi i nie pytać o nic Feliksa. Chłopak domyślił się, że dyrektor opowiedział im o jego przeszłości. Po ostatniej lekcji Artur wyprowadził kolegę ze szkoły, ale zamiast iść do stronę domu dziecka, powiedział, że ma dla niego niespodziankę i ruszył w przeciwną stronę. Zatrzymał się dopiero przed jakąś kawiarenką. Nic nie mówiąc, otworzył drzwi i wszedł do środka. Sala była pięknie udekorowana, a na środku stał długi stół. Ledwo przekroczyli próg, kilkanaście osób zaczęło głośno śpiewać „Sto lat”. Feliks stanął jak wryty i spojrzał na Artura, ale ten robił to samo co tamci ludzie. Gdy wszyscy ucichli, rozległy się oklaski i ludzie, których znał tylko z widzenia z domu dziecka albo z którymi zamienił tylko kilka słów rzucili się, aby złożyć życzenia Feliksowi. Brunet rozglądał się, nic nie rozumiejąc.
- Nie wiesz, kiedy masz urodziny, więc pomyśleliśmy, że to równie dobrze może być dzisiaj. – Wyjaśniła wesoło wysoka czarnowłosa dziewczyna z lokami, która kilka dni wcześniej przedstawiła mu się jako Klara.
- Bardzo wam dziękuję… - Powiedział wzruszony Feliks. Kilka osób roześmiało się, i poprowadziło chłopca na honorowe miejsce przy stole. Jedli już ciasto i rozmawiali, kiedy do kawiarni wpadła jakaś zdyszana dziewczynka.
- Przepraszam za spóźnienie! – Zawołała i krytycznym wzrokiem rozejrzała się po sali. W końcu złapała jakieś krzesło stojące na uboczu i wepchnęła się pomiędzy Artura a Feliksa. Pocałowała zaskoczonego solenizanta w policzek.
- Raszka! – Ucieszył się chłopak.
- Tak, to ja!  Miałabym nie przyjść na twoją imprezę? Co prawda mieszkam w rodzinie zastępczej, ale tęskniłam za tobą – roześmiała się. Włosy miała upięte w kok. Sięgnęła po ciasto i zaczęła opowiadać Feliksowi o jej przyszywanym bracie.
Kiedy kilka godzin później Feliks i Artur byli już w swoim pokoju.
- Szykuje się też mały bal. Oczywiście jesteś zaproszony.  Wychowawcy już się zgodzili, teraz ustalamy datę. Będzie paręnaście osób, myślę, że już wszyscy cię znają, więc nie będzie problemu. – Powiedział blondyn. – Kadra jest całkiem spoko, ogólnie to możemy robić to, co chcemy, oczywiście w granicach rozsądku.
Drzwi do pokoju chłopców nagle się otworzyły, a do środka wpadły Klara i jej koleżanka.
- Impreza będzie za niecałe dwa tygodnie, w piątek, w pokoju Sabiny. Miała być u chłopaków z dwójki, ale stwierdziłyśmy, że mają za duży bałagan, a pewnie nie będą chcieli go sprzątać. To cześć, idziemy informować resztę. - Powiedziała Ala, a Klara stała nieco z tyłu i uśmiechała się do Feliksa. Ala to energiczna brunetka z zielonymi oczami, bardzo rozchwytywana przez rodziny zastępcze, których nigdy nie akceptowała. Tłumaczyła, że w domu dziecka ma przyjaciół i nie chce ich opuszczać. Jest jedną z niewielu osób mieszkających tutaj, którzy to akceptują i tu chcą zostać. Dziewczyny zatrzasnęły za sobą drzwi.
- Pokój Sabiny jest na drugim piętrze. Pierwszy od lewej, jeśli dobrze pamiętam – powiedział Artur, nadal patrząc na drzwi, za którymi zniknęły dziewczyny.  – Na pewno będzie ciekawie.



Impreza
- Nareszcie koniec! – Westchnęła Ala. – Nie wytrzymałabym kolejnej godziny nauki.
Feliks, Artur, Ala i Klara stali przed szkołą. Właśnie skończyła się ostatnia lekcja. Dziewczyny chodzą do klasy pierwszej a, ale czasami kończą o tej samej godzinie i wracają do domu dziecka razem.
- Już piątek. – Uśmiechnęła się Klara. – A dzisiaj jest prywatka u Sabiny.
- Faktycznie, zupełnie o tym zapomniałem – powiedział Feliks, zerkając na dziewczyny.
- Ta, akurat! – Roześmiał się Artur. – Od dwóch tygodni o niczym innym nie mówi.
- Zdrajca! – Prychnął Feliks i próbował uderzyć kolegę w głowę, ale ten zrobił unik. – Wracaj mi tu!
Blondyn pobiegł przodem, a brunet zaczął go gonić. Dziewczyny, śmiejąc się, podbiegły do nich.
- Ale wy jesteście dziecinni. – Pokręciła głową Ala, dając Feliksowi kuksańca w bok. Brunet złapał się za ramię i pokazał dziewczynie język. Ostatnimi czasy ta czwórka bardzo się do siebie zbliżyła. Jedli razem posiłki i spotykali się na przerwach. Gdyby ktoś ich zapytał, jak to się stało, nie potrafiliby odpowiedzieć. Po prostu pewnego dnia zaczęli się przyjaźnić.
W domu dziecka rozdzielili się. Chłopcy poszli do swojego pokoju na pierwszym piętrze, a dziewczyny chciały pomóc Sabinie i jej dwóm współlokatorkom przygotować pokój. Przed szkołą kupiły serpentyny i balony, które teraz chciały wykorzystać.
Feliks położył się na łóżku i bez entuzjazmu zaczął przeglądać gazetę. Przywykł już do życia w tym miejscu. Miał trójkę przyjaciół, dobrze radził sobie w szkole, a rówieśnicy nie komentowali jego choroby. Miał nadal problemy z pamięcią, ale radził sobie coraz lepiej. Co tydzień chodził na terapię, która jak na razie nie przynosiła skutków i czasami odwiedzał Raszkę, która od razu znalazła rodzinę zastępczą. Trochę jej zazdrościł – mimo utraty pamięci, miała matkę i ojca, którzy ją kochali jak własne dziecko. Sam często zastanawiał się, kim właściwie jest. Ktoś powiedział mu, że nawet ludzie tacy jak on pamiętają swoich bliskich, więc wiedział, że jeśli spotka kogoś z rodziny, będzie potrafił go rozpoznać. Jednak jak na razie nic takiego się nie stało. Mimo że próbował o tym nie myśleć, bujanie w obłokach okazało się być jedną z jego specjalności.
- Feliks, pobudka! – Jęknął Artur, zabierając brunetowi gazetę. – Idziemy na imprezkę, zapomniałeś? Co prawda jeszcze trochę czasu, ale wypada pomóc dziewczynom, albo chociaż trochę się z nich pośmiać…
- Idź już, zaraz przyjdę. – Mruknął w odpowiedzi chłopak.
- Okej, nie zgubisz się?
- Nie, no co ty. – Roześmiał się Feliks. Był kilka razy w pokoju Sabiny i wiedział, jak tam dojść. Blondyn pokiwał głową i wyszedł z pokoju, a jego współlokator chwycił gazetę i skończył czytać artykuł, po czym też opuścił pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi na klucz. Poprawił ciemne włosy i z lekkim uśmiechem ruszył korytarzem w stronę schodów. Co dziwne, nie spotkał nikogo, mimo że o tej godzinie życie towarzyskie zwykle rozkwitało. Nie przejmując się tym, pokonał jeszcze kilka metrów, gdy nagle ktoś złapał go za ramię. Feliks odwrócił się i zobaczył starszego od siebie chłopaka. Wyglądał całkiem schludnie, chudy, niemal kościsty, wysoki, a jego włosy były obcięte na jeża.
- Ty jesteś ten od amnezji, nie? – Zapytał. – Słuchaj mały, Kaśka miała do mnie przyjść po coś do picia, ale chyba zapomniała. Wiem, że idziesz na tą imprezkę, możesz to wziąć ze sobą? Chłopak podał mu reklamówkę wypchaną po brzegi. Feliks zajrzał do środka – było tak kilka kartonów soku jabłkowego.
- Tak, jasne. – Powiedział i nie bez trudu ruszył po schodach w górę z piciem, które dał mu starszy kolega. Wszedł bez pukania do dużego pokoju, w którym mieszkały Sabina, Kasia i Sonia. W środku były właścicielki pokoju, Ala, Klara, Artur i jeszcze dwóch chłopaków, których Feliks znał tylko z widzenia.
- O, cześć! – Sabina jako pierwsza zauważyła bruneta i podeszła do niego. – To Wojtek i Adrian, chyba się jeszcze nie poznaliście.
Chłopcy uścisnęli sobie dłonie. Wojtek był niski i trochę pulchny, miał krótkie blond włosy i wydawał się być bardzo sympatyczny. Adrian z kolei ujął jedynie dwa palce bruneta i od razu się od niego odsunął. Był wysoki, miał kręcone ciemne włosy do ramion. Jego nieśmiałość była wręcz namacalna.
- Mam picie… Jakiś starszy mnie zaczepił i powiedział, że Kasia o to prosiła. – Feliks zwrócił się do Sabiny. Ala, Klara i Artur w głębi pomieszczenia próbowali zawiesić serpentyny na lampie, ale te cały czas z niej spadały.
- Naprawdę? Nic o tym nie słyszałam. Ale daj, jak masz. – Powiedziała Sabina i wzięła od chłopaka reklamówkę.
Feliks podszedł do swoich przyjaciół, którym udało się wreszcie rozwiesić serpentyny.
- Co tam? – Zapytał.
- Nic ciekawego. Ale jakbyś widział, jak Klara puściła niezawiązany balon… Przeleciał po całej sali, a jego lot skończył się we włosach Soni. -  Zachichotał Artur, a Klara posłała mu zniesmaczone spojrzenie.
- To nie było śmieszne! – Zawołała. Odpowiedź blondyna zagłuszyli goście, którzy właśnie weszli do pokoju i zaczęli się głośno witać ze wszystkimi. Ktoś włączył muzykę. Przyjaciele odeszli w kąt pokoju, pogrążeni w rozmowie. Jakiś czas później Ala wpadła na pomysł, by pograć w butelkę i pobiegła jakiejś poszukać. Na stole zobaczyła pusty karton po soku jabłkowym, a pod nim następny, ale one się nie nadawały. W końcu złapała plecak Soni stojący na jej łóżku i wyjęła z niego jej bidon. Wiedziała, że ta jest bardzo miła i nie obrazi się. Wróciła do przyjaciół, a po drodze prawie została staranowana przez jakiegoś chłopaka. Spojrzała na niego groźnie i po chwili siedziała już obok Klary.
- Nie mam butelki, będziemy grać czymś innym – powiedziała ze śmiechem, rzucając bidon do Artura.
Niemal nie zwracali uwagi na to, że było coraz głośniej, wszyscy się przekrzykiwali, muzyka stała się szybsza. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się, a do środka weszła wychowawczyni najmłodszych, pani Ela. Miała bardzo potargane włosy i wyglądała na zdenerwowaną.
- Czy moglibyście się uspokoić? Jest za głośno. – Próbowała przekrzyczeć nastolatków. Widząc to przyjaciele podeszli do niej.
- Cos się stało? – Zapytał Artur.
- Czy cos się stało? Dzieci skarżą się na hałas! Pozwoliliśmy wam wyrządzić tą imprezę, pod warunkiem, że nie będziecie za głośno! – Awanturowała się pani Ela, kręcąc energicznie głową.
- Hej, ludzie! Bądźcie ciszej! – Zawołała Klara, ale to nic nie dało, więc Ala podeszła do radia i wyłączyła muzykę. Od razu wszystkie oczy zwróciły się na nią.
- Macie się przymknąć, inaczej będzie koniec zabawy i dostaniemy karę! – Wrzasnęła. Po chwili zastanowienia podniosła najbliższy balon i przebiła go kolczykiem, co trochę ostudziło nastolatków.
- Co, już nie można się nawet pobawić? – Zapytał, lekko sepleniąc, ktoś z małego tłumu. Zaraz było słychać pełne aprobaty pokrzykiwania. Kiedy Ala próbowała im wyjaśnić, w jakiej są sytuacji, wychowawczyni zmarszczyła nos i sięgnęła po pusty karton leżący na podłodze, odkręciła nakrętkę i powąchała, po czym spojrzała na roześmianą grupę nastolatków i czwórkę przyjaciół, którzy zachowywali się spokojnie. Szybkim krokiem podeszła do nich.
- Kto pozwolił wam przynieść alkohol?! – Zapytała drżącym głosem.
- Co? Alkohol? – Znajomi popatrzyli po sobie. Pani podniosła karton i pomachała nim, a Feliks głośno przełknął ślinę.
- Ja to przyniosłem. Jakiś chłopak na korytarzu mnie zaczepił, i powiedział, że Kasia prosiła, żeby to jej dał, ale nie było jej w pobliżu, więc powiedział, że mam to przekazać… - Plątał się brunet, nerwowo rozglądając się po Sali. Nie wiedział, gdzie ma podziać wzrok.
-Wszyscy natychmiast do swoich pokoi! – Oznajmiła wychowawczyni. Rozbawione dzieciaki powoli zaczęły się rozchodzić, marudząc. Chwilę później w sali zostali tylko przyjaciele i rozgadane właścicielki pokoju, które nie zwracały uwagi na otoczenie. Pani Ela odetchnęła głęboko kilka razy, po czym przeniosła wzrok na Feliksa.
- Kto ci to dał? – Zapytała. Brunet zmarszczył czoło i opisał wysokiego chłopaka. Wychowawczyni tylko pokiwała głową i szybko opuściła pokój. Feliksowi opadły ramiona.
- Też jesteście na mnie źli? – Powiedział cicho w stronę przyjaciół. Artur i Klara pokręcili głowami, a Ala podeszła do niego i dała mu kuksańca w bok.
- Nie, no co ty! Przecież to nie twoja wina!
Chłopiec miał nadzieję, że reszta też tak uważa.



Rodzina
Prawie nikt nie chował urazy na Feliksa. Większość osób po prostu machnęła ręką, mówiąc, że to nie jego wina, tylko Sebastiana, bo tak nazywał się owy wysoki chłopak. Brunet zauważył, że kilka osób jakby go unika, ale może to tylko jego wyobraźnia. Po miesiącu już wszystko było tak, jak kiedyś, mimo że chłopak przez tydzień musiał sprzątać łazienki w sierocińcu. Natomiast Sebastian uciekł i od dnia balu nikt go nie widział.
- Gdzie się wybierasz? – Zapytał Artur, widząc, jak jego współlokator narzuca na siebie lekką kurtkę.
- Muszę iść na chwilę do sklepu. Teraz mi się przypomniało. Mam nadzieję, że pozwolą mi wyjść, jest już dziewiętnasta… - Wyjaśnił Feliks, zerkając na zegar ścienny. Następnego dnia Sonia miała urodziny i chciał kupić jej coś słodkiego, chociażby na znak pamięci. Artur pokiwał głową i wrócił do lektury. Niedawno kupił za swoje kieszonkowe książkę, i, mimo, że nigdy nie lubił czytać, bardzo mu się podobała.
Brunet wyszedł z pokoju i skierował się do świetlicy, gdzie spotkał swoją wychowawczynię. Na jego prośbę ta tylko pokiwała głową, nie odrywając wzroku od laptopa, na którym grała w jakąś mało skomplikowaną grę polegającą na regularnym wciskaniu dwóch przycisków. Feliks wyszedł z domu dziecka, cały czas trzymając rękę w kieszeni, w której miał portfel.  Do całodobowego sklepu spożywczego nie było daleko. Przeszedł przez pustą jezdnię, nawet nie zerkając na przejście dla pieszych kilka metrów dalej. Kupił czekoladę dla Soni i wrócił na ulicę. Mimo, że był to już wczesny grudzień, nie padał śnieg, ale o tej godzinie było ciemno. Rozejrzał się i ruszył na drugą stronę chodnika, gdy nagle znikąd pojawił się samochód. Chłopak zdążył tylko pomyśleć, że musi mieć zepsute reflektory, kiedy auto w niego uderzyło. Feliks przeleciał w powietrzu metr lub dwa, po czym upadł na prawe ramię i syknął z bólu. Nie zwracając uwagi na samochód, który właśnie się zatrzymał, usiadł i spojrzał na swoją rękę. Coś w niej pękło, czuł to. Przymknął oczy i spróbował wstać, ale osunął się z powrotem na ziemię. Poczuł, jak ktoś go podnosi i przed jego oczami zrobiło się ciemno.
Kiedy Feliks odzyskał świadomość, leżał w swoim łóżku w domu dziecka. Rozejrzał się zdziwiony, gdy napotkał wzrok Artura.
- Czy ty zawsze musisz pakować się w kłopoty? – Zapytał ze śmiechem blondyn.
- Co się stało?
- Z tego co wiem, potrącił ci samochód, masz złamaną prawą rękę… I jesteś na jutro umówiony na spotkanie. – To ostatnie Artur powiedział cicho, jakby z nadzieją, że jego kolega tego nie usłyszy.
- Spotkanie? Jakie spotkanie? – Zapytał zdziwiony Feliks, lewą ręką odkrywając kołdrę. Faktycznie, prawa z kolei była otoczona gipsem.
- Wiesz, małżeństwo, które jechało tamtym autem… Chcą cię zaadoptować. – Wyjaśnił blondyn, uśmiechając się smutno. Było mu przykro, że prawdopodobnie jego przyjaciel niedługo odejdzie.
- Zaadoptować? Mnie? – Zszokowany brunet oderwał wzrok od swojej złamanej ręki i spojrzał koledze w oczy. – Mówisz serio?
- Tak. Powodzenia.
- Niemożliwe. Pewnie po prostu czują się winni. – Pokręcił głową Feliks, czując gniew. Nie potrafiłby przebaczyć tym ludziom tylko dla tego, że zechcieli go zabrać ze sobą do domu.  Wmawiał to sobie, ale w głębi serca czuł, że oszukuje sam siebie. Ciągle wierzył, że jego prawdziwi rodzice go odnajdą.
- Czyli..? – Artur przechylił głowę.
- Pójdę na to spotkanie i powiem, że nie jestem zainteresowany.
- Jesteś pewien? To twoja wielka szansa…
- Wolę poczekać na swoich rodziców – Wyjaśnił w końcu brunet ze szczerym uśmiechem. Chwilę później do pokoju wpadły Klara i Ala. Obie trzymały kilka pisaków. Kiedy zaczęły rysować nimi po gipsie Feliksa, chłopak zrozumiał, że tęskniłby za nimi. Teraz jest dobrze tak, jak jest.

3 komentarze:

  1. Wow O.O Moje opowiadanie przy twoim wymięka ;) Fajne Zuzik :*

    OdpowiedzUsuń
  2. To opowiadanie jest świetne. Będziesz publikować inne swoje opowiadania?

    OdpowiedzUsuń