Witajcie,
Nie mam większego pomysłu na posta, więc wklejam po prostu moje stare opowiadanie na konkurs. Jeśli ktoś nie ma cierpliwości, niech nie czyta ;) Znalazłam to w najgłębszych głębinach twardego dysku mojego komputera... Enjoy ^^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Szpital
To trwało bardzo
krótko. Nie czuł bólu, nic też nie
widział. W pewnej chwili po prostu zyskał świadomość i zaczął żyć. Przez
powieki chłopca prześwitywało światło, więc zasłonił zamknięte nadal oczy ręką.
Czuł się nieco oszołomiony. Nagle usłyszał wysoki głos, który niemal ranił jego
uszy. Podniósł się powoli i rozejrzał się. Widział białe ściany, a kawałek
dalej stało skromne łóżko szpitalne, na którym leżała mała dziewczynka. Miała
bardzo długie włosy, które opadały na ziemię za ramą posłania. Zauważył też
lustro. Spojrzał w nie i zobaczył ciemnookiego bruneta. Chłopak odwrócił wzrok
i napotkał spojrzenie kobiety ubranej w długi, biały fartuch.
- Wszyscy bardzo się
cieszą, że się obudziłeś. – Powiedziała. Zdawała się być zdenerwowana. Co prawda
starała się tego nie okazywać, ale zdradziło ją to, że co słowo poprawiała
surowy kok, który upięła na czubku głowy. – Powiedź, proszę… Pamiętasz coś? –
Kontynuowała, mimo, że tym razem jej głos lekko zadrżał.
- To szpital? Jak długo
spałem? – Zapytał chłopiec, ignorując pytanie pielęgniarki.
- Tak. Spałeś… Byłeś w
śpiączce przez miesiąc i dwa dni. – Odpowiedziała spokojnie, nie dając spokoju
swoim włosom.
- Aha. Dlaczego? - Nie czekając na odpowiedź, zeskoczył z
łóżka, przy okazji odpinając kilka przewodów. Zachwiał się, ale udało mu się
nieco niepewnie stanąć na nogach. Zmarszczył nos, zdenerwowany własną
nieporadnością, i zaczął chodzić wokół pomieszczenia, patrząc uważnie na
podłogę i co jakiś czas chwytając się łóżka czy szafki, by nie upaść. Młoda
pielęgniarka patrzyła na te wyczyny z rozłożonymi ramionami. Chłopiec wykonał jeszcze kilka okrążeń, a
następnie zatrzymała go czyjaś silna ręka, która spoczęła na jego ramieniu.
Wyraźnie niezadowolona kobieta w takim samym fartuchu jak pielęgniarka z kokiem
patrzyła na nastolatka ze złością.
- Kto to widział, mogło
ci się coś stać! A ty, Saro, mogłaś go lepiej przypilnować! – Powiedziała. To
jej głos słyszał chłopiec wcześniej. Ostatnie zdanie skierowała do swojej
koleżanki, która smutno zwiesiła głowę.
Kobiet a pokręciła głową i pchnęła zdezorientowanego pacjenta w stronę
łóżka.
- Powiedział ci coś? –
Zapytała Sarę i zaczęła z nią cichą dyskusję, podczas gdy chłopiec położył się
na posłaniu. Po chwili zmorzył go sen.
Gdy otworzył oczy, w
pokoju panowała cisza, a za oknem było ciemno. Chłopak wstał i podszedł do
łóżka długowłosej dziewczynki, którą ostatnio widział. Dziecko całkowicie
przykryło się kołdrą, a pod nią widocznie paliło się światło. Nastolatek bez
namysłu ściągnął z niej pierzynę. Spojrzała na niego szeroko otwartymi,
niebieskimi oczami. Obok niej leżała włączona latarka i otwarta książka.
- Jak masz na imię? –
Zapytała bez zbędnych wstępów. Blond włosy zaplotła w nieporządny warkocz.
- Nie wiem. – Oświadczył
chłopiec, siadając na skrawku jej łóżka.
- W takim razie musisz
szybko jakieś wymyślić. Inaczej wybiorą dla ciebie najczęściej wybierane imię
męskie i tyle. – Poradziła dziewczynka, patrząc mądrze na chłopca. Nie mogła
mieć więcej niż 9 lat, ale zdawała się przeżyć przynajmniej dwa razy tyle. – Ja
mam na imię Raszka. Sama wybrałam to imię. Obudziłam się kilka dni przed tobą.
– Dodała po chwili.
- Nie mam pomysłu… Nic
nie pamiętam. Mam po prostu pustkę w głowie. – Westchnął chłopiec z
rozbrajającą szczerością. - Pomożesz mi?
Dziewczynka tylko jakby
czekała na ten moment. Z lekkim uśmiechem przyłożyła wskazujący palec prawej
ręki do policzka w geście zamyślenia.
- Feliks. Nie pytaj,
dlaczego, po prostu to imię do ciebie pasuje. – Odrzekła wreszcie Raszka.
Chłopak uniósł brwi, a po chwili pokiwał głową z aprobatą. Spodobało mu się to
imię.
- Masz rodziców? –
Zapytała znowu dziewczyna.
- Nie wiem. Nic nie
pamiętam, nawet nie pamiętałem, jak mam na imię. Ale jeśli ich mam, to na pewno
mnie kochają. – Odparł Feliks, uśmiechając się szeroko.
- Mówili ci już o domu
dziecka? – Raszka odwróciła wzrok i zmieniła temat. Nie spodziewała się takiej
odpowiedzi. Sama była wściekła na rodzicielkę i jej partnera, że nie ma ich
przy niej.
Feliks zaprzeczył.
- Mnie przenoszą jutro,
ty pewnie zostaniesz tu jeszcze trochę. Mam nadzieję, że się tam spotkamy.
Chłopak pokiwał głową i
wrócił do łóżka, czując, że ma ochotę jeszcze pospać. Jeśli jest tak, jak mówi
dziewczyna, przyda mu się dużo siły.
Urodziny
Feliks został w szpitalu
jeszcze przez cztery dni. Dowiedział się od pielęgniarki Sary, że ma tak zwaną
amnezję wsteczną i szanse na to, by przypomniał sobie swoje wcześniejsze życie,
są bardzo małe. Chłopak wiedział, że jego choroba jest niezwykle rzadka i nigdy
nie będzie żył jak jego rówieśnicy, ale nie przeszkadzał mu to. Czuł się
wyjątkowy. Dom dziecka z kolei był taki, jak się spodziewał. Było tam zawsze
głośno i tłoczno. Większość ludzi zachowywało się wobec niego w porządku,
chociaż zdarzały się też ciężkie przypadki. Feliks trafił do pokoju z bardzo miłym
blondynem o imieniu Artur. Kolega chętnie opowiedział mu o życiu w tym miejscu
i o szkole, do której będzie uczęszczał. Chłopcy byli zapisani do tej samej
klasy, więc Artur mógł go pilnować.
Był wczesny październik.
Feliks mieszkał w domu dziecka już od tygodnia. W poniedziałek po raz pierwszy
poszedł do nowej szkoły.
- Co teraz? – Zapytał
podekscytowany, ściskając używane podręczniki. Patrzył z niecierpliwością na
kolegę, który ze spokojem układał papiery w teczce.
- Nie śpiesz się tak,
mamy jeszcze dużo czasu. A pierwszą mamy historię. – Odparł Artur, siadając
obok kolegi. – A książki lepiej włóż do plecaka. – Dodał po chwili ze śmiechem,
widząc zmagania współlokatora i podał mu torbę.
Feliks całą drogę
spędził, pytając swojego domniemanego przewodnika o dosłownie wszystko. Szkoła
znajdowała się tylko dziesięć minut drogi od domu dziecka, ale chłopiec
wiedział już wszystko to, co chciał. Od tego dnia miał być uczniem klasy IIb
Społecznego Gimnazjum w Krakowie.
Na lekcji historii
usiadł z Arturem. Nauczyciel, który nie wydawał się być bardzo lubiany wśród
uczniów, nawet nie zauważył pojawienia się nowej osoby. Nie zwrócił na to uwagi
także przy czytaniu listy obecności.
- Dobrze, zaczniemy
lekcję sprawdzeniem waszej wiedzy. – Powiedział, a z kilkunastu gardeł wydobył
się cichy jęk. Nauczyciel rozdał wcześniej przygotowane kartki, udając, że nie
słyszy Artura, który próbował go powiadomić o tym, że Feliks jest nowy i nie
przerabiał jeszcze tego materiału.
Potem rozpoczęła się normalna lekcja.
Kilka osób czytało na głos podręcznik, a potem wszyscy zaczęli robić ćwiczenia.
W tym czasie historyk sprawdzał kartkówki, co jakiś czas kręcąc poirytowany
głową.
- Bardzo słabo. Tylko dwie osoby
dostały piątki. – Podsumował nauczyciel, układając kartki. – Gdy wyczytam daną
osobę, niech ta tu podejdzie i odbierze swoją pracę.
- Już po mnie… - Szepnął Artur w
stronę Feliksa, wstając po usłyszeniu swojego nazwiska. Gdy wrócił na swoje
miejsce, z lekkim uśmiechem pokazał koledze kartkówkę. W kilku miejscach
widniały napisane na czerwono uwagi historyka.
- Cztery minus to naprawdę dobra
ocena, jeśli chodzi o historię – wyjaśnił. Feliks usłyszał swoje imię i
podszedł do historyka. Rozmawiali chwilę przyciszonymi głosami, a potem chłopak
usiadł na swoim miejscu z szerokim uśmiechem.
- Patrz, dostałem piątkę – pochwalił
się. – Chyba byłem bardzo dobry z historii. Pisałem automatycznie. – Dodał po
chwili, widząc jednocześnie szczęśliwą i zdziwioną minę kolegi.
Reszta dnia przebiegła bez
niespodzianek. Nauczyciele starali się być uprzejmi i nie pytać o nic Feliksa.
Chłopak domyślił się, że dyrektor opowiedział im o jego przeszłości. Po
ostatniej lekcji Artur wyprowadził kolegę ze szkoły, ale zamiast iść do stronę
domu dziecka, powiedział, że ma dla niego niespodziankę i ruszył w przeciwną
stronę. Zatrzymał się dopiero przed jakąś kawiarenką. Nic nie mówiąc, otworzył
drzwi i wszedł do środka. Sala była pięknie udekorowana, a na środku stał długi
stół. Ledwo przekroczyli próg, kilkanaście osób zaczęło głośno śpiewać „Sto
lat”. Feliks stanął jak wryty i spojrzał na Artura, ale ten robił to samo co
tamci ludzie. Gdy wszyscy ucichli, rozległy się oklaski i ludzie, których znał
tylko z widzenia z domu dziecka albo z którymi zamienił tylko kilka słów
rzucili się, aby złożyć życzenia Feliksowi. Brunet rozglądał się, nic nie
rozumiejąc.
- Nie wiesz, kiedy masz urodziny, więc
pomyśleliśmy, że to równie dobrze może być dzisiaj. – Wyjaśniła wesoło wysoka
czarnowłosa dziewczyna z lokami, która kilka dni wcześniej przedstawiła mu się
jako Klara.
- Bardzo wam dziękuję… - Powiedział
wzruszony Feliks. Kilka osób roześmiało się, i poprowadziło chłopca na honorowe
miejsce przy stole. Jedli już ciasto i rozmawiali, kiedy do kawiarni wpadła
jakaś zdyszana dziewczynka.
- Przepraszam za spóźnienie! –
Zawołała i krytycznym wzrokiem rozejrzała się po sali. W końcu złapała jakieś
krzesło stojące na uboczu i wepchnęła się pomiędzy Artura a Feliksa. Pocałowała
zaskoczonego solenizanta w policzek.
- Raszka! – Ucieszył się chłopak.
- Tak, to ja! Miałabym nie przyjść na twoją imprezę? Co
prawda mieszkam w rodzinie zastępczej, ale tęskniłam za tobą – roześmiała się. Włosy
miała upięte w kok. Sięgnęła po ciasto i zaczęła opowiadać Feliksowi o jej
przyszywanym bracie.
Kiedy kilka godzin później Feliks i
Artur byli już w swoim pokoju.
- Szykuje się też mały bal. Oczywiście
jesteś zaproszony. Wychowawcy już się
zgodzili, teraz ustalamy datę. Będzie paręnaście osób, myślę, że już wszyscy
cię znają, więc nie będzie problemu. – Powiedział blondyn. – Kadra jest całkiem
spoko, ogólnie to możemy robić to, co chcemy, oczywiście w granicach rozsądku.
Drzwi do pokoju chłopców nagle się
otworzyły, a do środka wpadły Klara i jej koleżanka.
- Impreza będzie za niecałe dwa tygodnie,
w piątek, w pokoju Sabiny. Miała być u chłopaków z dwójki, ale stwierdziłyśmy,
że mają za duży bałagan, a pewnie nie będą chcieli go sprzątać. To cześć,
idziemy informować resztę. - Powiedziała Ala, a Klara stała nieco z tyłu i
uśmiechała się do Feliksa. Ala to energiczna brunetka z zielonymi oczami,
bardzo rozchwytywana przez rodziny zastępcze, których nigdy nie akceptowała.
Tłumaczyła, że w domu dziecka ma przyjaciół i nie chce ich opuszczać. Jest
jedną z niewielu osób mieszkających tutaj, którzy to akceptują i tu chcą
zostać. Dziewczyny zatrzasnęły za sobą drzwi.
- Pokój Sabiny jest na drugim piętrze.
Pierwszy od lewej, jeśli dobrze pamiętam – powiedział Artur, nadal patrząc na
drzwi, za którymi zniknęły dziewczyny. –
Na pewno będzie ciekawie.
Impreza
- Nareszcie koniec! – Westchnęła Ala.
– Nie wytrzymałabym kolejnej godziny nauki.
Feliks, Artur, Ala i Klara stali przed
szkołą. Właśnie skończyła się ostatnia lekcja. Dziewczyny chodzą do klasy
pierwszej a, ale czasami kończą o tej samej godzinie i wracają do domu dziecka
razem.
- Już piątek. – Uśmiechnęła się Klara.
– A dzisiaj jest prywatka u Sabiny.
- Faktycznie, zupełnie o tym
zapomniałem – powiedział Feliks, zerkając na dziewczyny.
- Ta, akurat! – Roześmiał się Artur. –
Od dwóch tygodni o niczym innym nie mówi.
- Zdrajca! – Prychnął Feliks i
próbował uderzyć kolegę w głowę, ale ten zrobił unik. – Wracaj mi tu!
Blondyn pobiegł przodem, a brunet
zaczął go gonić. Dziewczyny, śmiejąc się, podbiegły do nich.
- Ale wy jesteście dziecinni. –
Pokręciła głową Ala, dając Feliksowi kuksańca w bok. Brunet złapał się za ramię
i pokazał dziewczynie język. Ostatnimi czasy ta czwórka bardzo się do siebie
zbliżyła. Jedli razem posiłki i spotykali się na przerwach. Gdyby ktoś ich
zapytał, jak to się stało, nie potrafiliby odpowiedzieć. Po prostu pewnego dnia
zaczęli się przyjaźnić.
W domu dziecka rozdzielili się.
Chłopcy poszli do swojego pokoju na pierwszym piętrze, a dziewczyny chciały
pomóc Sabinie i jej dwóm współlokatorkom przygotować pokój. Przed szkołą kupiły
serpentyny i balony, które teraz chciały wykorzystać.
Feliks położył się na łóżku i bez
entuzjazmu zaczął przeglądać gazetę. Przywykł już do życia w tym miejscu. Miał
trójkę przyjaciół, dobrze radził sobie w szkole, a rówieśnicy nie komentowali
jego choroby. Miał nadal problemy z pamięcią, ale radził sobie coraz lepiej. Co
tydzień chodził na terapię, która jak na razie nie przynosiła skutków i czasami
odwiedzał Raszkę, która od razu znalazła rodzinę zastępczą. Trochę jej
zazdrościł – mimo utraty pamięci, miała matkę i ojca, którzy ją kochali jak
własne dziecko. Sam często zastanawiał się, kim właściwie jest. Ktoś powiedział
mu, że nawet ludzie tacy jak on pamiętają swoich bliskich, więc wiedział, że
jeśli spotka kogoś z rodziny, będzie potrafił go rozpoznać. Jednak jak na razie
nic takiego się nie stało. Mimo że próbował o tym nie myśleć, bujanie w
obłokach okazało się być jedną z jego specjalności.
- Feliks, pobudka! – Jęknął Artur,
zabierając brunetowi gazetę. – Idziemy na imprezkę, zapomniałeś? Co prawda
jeszcze trochę czasu, ale wypada pomóc dziewczynom, albo chociaż trochę się z
nich pośmiać…
- Idź już, zaraz przyjdę. – Mruknął w
odpowiedzi chłopak.
- Okej, nie zgubisz się?
- Nie, no co ty. – Roześmiał się
Feliks. Był kilka razy w pokoju Sabiny i wiedział, jak tam dojść. Blondyn
pokiwał głową i wyszedł z pokoju, a jego współlokator chwycił gazetę i skończył
czytać artykuł, po czym też opuścił pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi na
klucz. Poprawił ciemne włosy i z lekkim uśmiechem ruszył korytarzem w stronę
schodów. Co dziwne, nie spotkał nikogo, mimo że o tej godzinie życie
towarzyskie zwykle rozkwitało. Nie przejmując się tym, pokonał jeszcze kilka
metrów, gdy nagle ktoś złapał go za ramię. Feliks odwrócił się i zobaczył
starszego od siebie chłopaka. Wyglądał całkiem schludnie, chudy, niemal
kościsty, wysoki, a jego włosy były obcięte na jeża.
- Ty jesteś ten od amnezji, nie? –
Zapytał. – Słuchaj mały, Kaśka miała do mnie przyjść po coś do picia, ale chyba
zapomniała. Wiem, że idziesz na tą imprezkę, możesz to wziąć ze sobą? Chłopak
podał mu reklamówkę wypchaną po brzegi. Feliks zajrzał do środka – było tak
kilka kartonów soku jabłkowego.
- Tak, jasne. – Powiedział i nie bez
trudu ruszył po schodach w górę z piciem, które dał mu starszy kolega. Wszedł bez
pukania do dużego pokoju, w którym mieszkały Sabina, Kasia i Sonia. W środku
były właścicielki pokoju, Ala, Klara, Artur i jeszcze dwóch chłopaków, których
Feliks znał tylko z widzenia.
- O, cześć! – Sabina jako pierwsza
zauważyła bruneta i podeszła do niego. – To Wojtek i Adrian, chyba się jeszcze
nie poznaliście.
Chłopcy uścisnęli sobie dłonie. Wojtek
był niski i trochę pulchny, miał krótkie blond włosy i wydawał się być bardzo
sympatyczny. Adrian z kolei ujął jedynie dwa palce bruneta i od razu się od
niego odsunął. Był wysoki, miał kręcone ciemne włosy do ramion. Jego
nieśmiałość była wręcz namacalna.
- Mam picie… Jakiś starszy mnie
zaczepił i powiedział, że Kasia o to prosiła. – Feliks zwrócił się do Sabiny.
Ala, Klara i Artur w głębi pomieszczenia próbowali zawiesić serpentyny na
lampie, ale te cały czas z niej spadały.
- Naprawdę? Nic o tym nie słyszałam.
Ale daj, jak masz. – Powiedziała Sabina i wzięła od chłopaka reklamówkę.
Feliks podszedł do swoich przyjaciół,
którym udało się wreszcie rozwiesić serpentyny.
- Co tam? – Zapytał.
- Nic ciekawego. Ale jakbyś widział,
jak Klara puściła niezawiązany balon… Przeleciał po całej sali, a jego lot
skończył się we włosach Soni. -
Zachichotał Artur, a Klara posłała mu zniesmaczone spojrzenie.
- To nie było śmieszne! – Zawołała.
Odpowiedź blondyna zagłuszyli goście, którzy właśnie weszli do pokoju i zaczęli
się głośno witać ze wszystkimi. Ktoś włączył muzykę. Przyjaciele odeszli w kąt
pokoju, pogrążeni w rozmowie. Jakiś czas później Ala wpadła na pomysł, by
pograć w butelkę i pobiegła jakiejś poszukać. Na stole zobaczyła pusty karton
po soku jabłkowym, a pod nim następny, ale one się nie nadawały. W końcu
złapała plecak Soni stojący na jej łóżku i wyjęła z niego jej bidon. Wiedziała,
że ta jest bardzo miła i nie obrazi się. Wróciła do przyjaciół, a po drodze
prawie została staranowana przez jakiegoś chłopaka. Spojrzała na niego groźnie
i po chwili siedziała już obok Klary.
- Nie mam butelki, będziemy grać czymś
innym – powiedziała ze śmiechem, rzucając bidon do Artura.
Niemal nie zwracali uwagi na to, że
było coraz głośniej, wszyscy się przekrzykiwali, muzyka stała się szybsza. Nagle
drzwi do pokoju otworzyły się, a do środka weszła wychowawczyni najmłodszych,
pani Ela. Miała bardzo potargane włosy i wyglądała na zdenerwowaną.
- Czy moglibyście się uspokoić? Jest
za głośno. – Próbowała przekrzyczeć nastolatków. Widząc to przyjaciele podeszli
do niej.
- Cos się stało? – Zapytał Artur.
- Czy cos się stało? Dzieci skarżą się
na hałas! Pozwoliliśmy wam wyrządzić tą imprezę, pod warunkiem, że nie
będziecie za głośno! – Awanturowała się pani Ela, kręcąc energicznie głową.
- Hej, ludzie! Bądźcie ciszej! –
Zawołała Klara, ale to nic nie dało, więc Ala podeszła do radia i wyłączyła
muzykę. Od razu wszystkie oczy zwróciły się na nią.
- Macie się przymknąć, inaczej będzie
koniec zabawy i dostaniemy karę! – Wrzasnęła. Po chwili zastanowienia podniosła
najbliższy balon i przebiła go kolczykiem, co trochę ostudziło nastolatków.
- Co, już nie można się nawet pobawić?
– Zapytał, lekko sepleniąc, ktoś z małego tłumu. Zaraz było słychać pełne
aprobaty pokrzykiwania. Kiedy Ala próbowała im wyjaśnić, w jakiej są sytuacji,
wychowawczyni zmarszczyła nos i sięgnęła po pusty karton leżący na podłodze,
odkręciła nakrętkę i powąchała, po czym spojrzała na roześmianą grupę
nastolatków i czwórkę przyjaciół, którzy zachowywali się spokojnie. Szybkim
krokiem podeszła do nich.
- Kto pozwolił wam przynieść alkohol?!
– Zapytała drżącym głosem.
- Co? Alkohol? – Znajomi popatrzyli po
sobie. Pani podniosła karton i pomachała nim, a Feliks głośno przełknął ślinę.
- Ja to przyniosłem. Jakiś chłopak na
korytarzu mnie zaczepił, i powiedział, że Kasia prosiła, żeby to jej dał, ale
nie było jej w pobliżu, więc powiedział, że mam to przekazać… - Plątał się
brunet, nerwowo rozglądając się po Sali. Nie wiedział, gdzie ma podziać wzrok.
-Wszyscy natychmiast do swoich pokoi!
– Oznajmiła wychowawczyni. Rozbawione dzieciaki powoli zaczęły się rozchodzić,
marudząc. Chwilę później w sali zostali tylko przyjaciele i rozgadane
właścicielki pokoju, które nie zwracały uwagi na otoczenie. Pani Ela odetchnęła
głęboko kilka razy, po czym przeniosła wzrok na Feliksa.
- Kto ci to dał? – Zapytała. Brunet
zmarszczył czoło i opisał wysokiego chłopaka. Wychowawczyni tylko pokiwała
głową i szybko opuściła pokój. Feliksowi opadły ramiona.
- Też jesteście na mnie źli? –
Powiedział cicho w stronę przyjaciół. Artur i Klara pokręcili głowami, a Ala
podeszła do niego i dała mu kuksańca w bok.
- Nie, no co ty! Przecież to nie twoja
wina!
Chłopiec miał nadzieję, że reszta też
tak uważa.
Rodzina
Prawie nikt nie chował urazy na
Feliksa. Większość osób po prostu machnęła ręką, mówiąc, że to nie jego wina,
tylko Sebastiana, bo tak nazywał się owy wysoki chłopak. Brunet zauważył, że
kilka osób jakby go unika, ale może to tylko jego wyobraźnia. Po miesiącu już
wszystko było tak, jak kiedyś, mimo że chłopak przez tydzień musiał sprzątać
łazienki w sierocińcu. Natomiast Sebastian uciekł i od dnia balu nikt go nie
widział.
- Gdzie się wybierasz? – Zapytał
Artur, widząc, jak jego współlokator narzuca na siebie lekką kurtkę.
- Muszę iść na chwilę do sklepu. Teraz
mi się przypomniało. Mam nadzieję, że pozwolą mi wyjść, jest już dziewiętnasta…
- Wyjaśnił Feliks, zerkając na zegar ścienny. Następnego dnia Sonia miała
urodziny i chciał kupić jej coś słodkiego, chociażby na znak pamięci. Artur
pokiwał głową i wrócił do lektury. Niedawno kupił za swoje kieszonkowe książkę,
i, mimo, że nigdy nie lubił czytać, bardzo mu się podobała.
Brunet wyszedł z pokoju i skierował
się do świetlicy, gdzie spotkał swoją wychowawczynię. Na jego prośbę ta tylko
pokiwała głową, nie odrywając wzroku od laptopa, na którym grała w jakąś mało
skomplikowaną grę polegającą na regularnym wciskaniu dwóch przycisków. Feliks
wyszedł z domu dziecka, cały czas trzymając rękę w kieszeni, w której miał
portfel. Do całodobowego sklepu
spożywczego nie było daleko. Przeszedł przez pustą jezdnię, nawet nie zerkając
na przejście dla pieszych kilka metrów dalej. Kupił czekoladę dla Soni i wrócił
na ulicę. Mimo, że był to już wczesny grudzień, nie padał śnieg, ale o tej
godzinie było ciemno. Rozejrzał się i ruszył na drugą stronę chodnika, gdy
nagle znikąd pojawił się samochód. Chłopak zdążył tylko pomyśleć, że musi mieć
zepsute reflektory, kiedy auto w niego uderzyło. Feliks przeleciał w powietrzu
metr lub dwa, po czym upadł na prawe ramię i syknął z bólu. Nie zwracając uwagi
na samochód, który właśnie się zatrzymał, usiadł i spojrzał na swoją rękę. Coś
w niej pękło, czuł to. Przymknął oczy i spróbował wstać, ale osunął się z
powrotem na ziemię. Poczuł, jak ktoś go podnosi i przed jego oczami zrobiło się
ciemno.
Kiedy Feliks odzyskał świadomość,
leżał w swoim łóżku w domu dziecka. Rozejrzał się zdziwiony, gdy napotkał wzrok
Artura.
- Czy ty zawsze musisz pakować się w
kłopoty? – Zapytał ze śmiechem blondyn.
- Co się stało?
- Z tego co wiem, potrącił ci
samochód, masz złamaną prawą rękę… I jesteś na jutro umówiony na spotkanie. –
To ostatnie Artur powiedział cicho, jakby z nadzieją, że jego kolega tego nie
usłyszy.
- Spotkanie? Jakie spotkanie? –
Zapytał zdziwiony Feliks, lewą ręką odkrywając kołdrę. Faktycznie, prawa z
kolei była otoczona gipsem.
- Wiesz, małżeństwo, które jechało
tamtym autem… Chcą cię zaadoptować. – Wyjaśnił blondyn, uśmiechając się smutno.
Było mu przykro, że prawdopodobnie jego przyjaciel niedługo odejdzie.
- Zaadoptować? Mnie? – Zszokowany
brunet oderwał wzrok od swojej złamanej ręki i spojrzał koledze w oczy. –
Mówisz serio?
- Tak. Powodzenia.
- Niemożliwe. Pewnie po prostu czują
się winni. – Pokręcił głową Feliks, czując gniew. Nie potrafiłby przebaczyć tym
ludziom tylko dla tego, że zechcieli go zabrać ze sobą do domu. Wmawiał to sobie, ale w głębi serca czuł, że
oszukuje sam siebie. Ciągle wierzył, że jego prawdziwi rodzice go odnajdą.
- Czyli..? – Artur przechylił głowę.
- Pójdę na to spotkanie i powiem, że
nie jestem zainteresowany.
- Jesteś pewien? To twoja wielka
szansa…
- Wolę poczekać na swoich rodziców –
Wyjaśnił w końcu brunet ze szczerym uśmiechem. Chwilę później do pokoju wpadły
Klara i Ala. Obie trzymały kilka pisaków. Kiedy zaczęły rysować nimi po gipsie
Feliksa, chłopak zrozumiał, że tęskniłby za nimi. Teraz jest dobrze tak, jak
jest.
Wow O.O Moje opowiadanie przy twoim wymięka ;) Fajne Zuzik :*
OdpowiedzUsuńBzdura x3
UsuńTo opowiadanie jest świetne. Będziesz publikować inne swoje opowiadania?
OdpowiedzUsuń